zapisz się na listę mailową
pomoc
english version

Paul Wirkus & Uwe Schneider - 3/5/1 (2001)

serpent.pl

Dosc specyficzna to plyta jak na wytwornie mik.musik. Muzyka czysto improwizowana, przywodzaca na mysl eksperymenty AMM czy MEV, chociaz nie tak intensywna, szorstka i gesta. Kontemplacja preparowanych basowych dronow i sprzezen z perkusyjnymi zabawami. Czasami pojawiaja sie bardziej zwarte rytmy (np. w pierwszej polowie plyty), lecz przez wiekszosc plyty towarzyszy nam rozwlekla atmosfera przywolujaca na mysl ambientowo-noisowe preparacje muzyki wspolczesnej czy Nurse With Wound z okresu "Soliloquy for Lilith". Do tego przerozne zabawy z instrumentami perkusyjnymi, od punktowych uderzen i szmerow do miarowych, gestych rytmow wybijanych na talerzach.

Plyta ma wyrazna dramaturgie i, co wazne w przy przypadku takiej muzyki - nie dluzy sie. Kulminacja nastepuje we wlasciwym momencie, coraz bardziej przestrzenne dzwieki efektow basu spotykaja sie z freejazzowymi bebnami Wirkusa i opadaja do jednostajnego, cichego dronu.

Bardzo przyjemnie sie tego nagrania slucha, jeszcze przyjemniej by bylo wysluchac tej muzyki na zywo, jednakze ma w niej nic nowego i odkrywczego.
Jak napisano w notce promocyjnej, sa to "poszukiwania nowych brzmien", trudno tu szukac formalnych pomyslow i koncepcji. Inna sprawa, ze plyt z podobnymi poszukiwaniami jest juz sporo, dlatego to wydawnictwo ma raczej wartosc kolekcjonerska lub reporterska, szczegolnie dla osob sledzacych wydarzenia sceny kolonskiej. Natomiast mam nadzieje, ze plyta ta jest wstepem do szerszej wspolpracy polskich "elektronikow" z wytwornia a-musik i jej efekty nieraz beda nas zachwycac.
(Daniel Brożek)


Vital Weekly 288

Paul Wirkus has various solo releases out in which he displays his love of minimal and electronic music but here he teams up as drummer, together with bass player Uwe Schneider. Drum & Bass... yes, maybe they play drum & bass, but not in a very traditional sense (lucky for me). They improvised this recording in may this year and it lasts 43 minutes and 50 seconds. Entirely live, without overdubs or postproduction, they work their set through beautiful, laidback atmospheres, from somewhere10 to 18 minutes in this release, to even almost inaudible silence parts there after to wild rocking free stuff, which kicks in after 34 minutes to the end. Especially the softer parts strongely appealed to me, because it was intense playing, crafting small sounds together in a very thoughful way. Packed in a nicely handprinted cover, it's no surprise that A-Musik picked it up for worldwide distribution. (FdW)


serpent.pl

Nie odważę się powiedzieć, że to najmroczniejsza i najpoważniejsza chyba płyta spośród tych, które
ukazały się do tej pory nakładem Mik Musik. Paul Wirkus dał się poznać od strony niekonwencjonalnego podejścia do rocka (Mapa, Spokój), wyważonej, inspirowanej Kolonią elektroniki (płyta "Echo") i płynących, zapętlonych ambientów, znajdujących się pomiędzy minimal music a najlepszymi momentami Rapoon i Illusion Of Safety. Z kolei podczas wizyty w Polsce wraz z puzonistą Paulem Hubweberem, Wirkus zaprezentował bardzo soczystą, akustyczno-sonorystyczną improwizację.
Płyta zarejestrowana z Schneiderem najbliższa jest stylistyce tej ostatniej, ale tylko pozornie. Tym razem zamiast puzonu, perkusja Wirkusa została wzbogacona o brzmienie basu i analogowej
elektroniki. Album zawiera jeden długi track, otwarty dialog dwóch muzyków, który nie ma
początku, ani końca - ta płyta w zasadzie mogłaby lecieć w kółko.
Jak można się domyślać, bębny nie wyznaczają tu rytmu - Wirkus i Schneider nie stanowią sekcji rytmicznej. Każdy z instrumentów ma wystarczająco wiele przestrzeni i tę przestrzeń samodzielnie
tworzy. W rezultacie otrzymaliśmy gęstą magmę utkaną z pogłosów, niskich burknięć i mało przejrzystych, lecz fascynujących brzmień. Większość płyty spodoba się fanom elektro-akustycznych ambientów z naciskiem na instrumenty akustyczne. Jedyny punkt odniesienia w tym kraju to mało znana płyta Cezarego Gapika "Artefakt" (www.zezar.prv.pl), za granicą zaś linię tę kontynuują gitarzyści w rodzaju Billa Horista, czy Jima O'Rourke.
Płyta wymaga skupienia, na pierwszy rzut ucha wyda się statyczna, cicha. I faktycznie tak jest - poza kilkoma gwałtownymi momentami Schneider i Wirkus tworzą doskonały akustyczny ambient, w którym na pierwszy plan wysuwają się struktury i kolory dźwięku. Zgodnie z założeniami: żadnych
rozpoznawalnych i ewidentnych brzmień, żadnych rytmów, żadnych melodii. Album dla tych, którzy
umieją i chcą się skupić.
(Kamil Antosiewicz)


Aktivist

F


de:bug (01.02)

Wirkus/Schneider 3/5/1 [mik.musik!/a-musik] Ich glaube, ich muss nocheinmal meiner Begeisterung für die mac-Visualisierung Luft machen, diese Sparsamkeit der Formen bis zur kopulierten Eruption. Und auch aus Mille Plateau tönt es: SCHLICHTHEIT, SCHLICHTHEIT, was sicher nicht allein der Verdienst von iTunes ist. Das Programm kann auch nur das verarbeiten, was der Input liefert. Und der Zeitpunkt, zu dem sich die CD in die Formenschleife einklinkt, ist zwar auch recht willkürlich, wird aber durch Spektrum und Dynamik einem recht adäquaten Abbild unterworfen. Der Input macht also den Unterschied. Ein geradezu lithurgisch anschwellender Klangteppich, der seine Gestalt sucht, und wohl in Form eines spektral übersättigten Coitus auch findet. Und dafür gibt es womöglich gute Gründe. Einer zumindest wäre die frischgebackene, bereits langersehnte Kopplung von mik musik! an einen deutschen Vertrieb, selbstverständlich a-musik Köln, wofür es schon bei früheren Veröffentlichungen versteckte Hinweise gab. Nun ist der Deal perfekt, 3/5/1 in Köln abgemischt und das Begehren wiedereinmal kurzfristig gesättigt. Aber auch auf der CD geht es weiter, und der nächste Climax steckt bereits in der Warteschleife.
(xenya)